Od pierwszego dnia wyprawy pisze prywatny dziennik z podróży który, ułatwi nam prace, a także dzięki niemu zapamiętamy wszystkie chwile, te dobre i gorsze, które też niestety miały swój czas.
Postanowiłam te bardziej znaczące spisać na bloga aby łatwiej Wam było wyobrazić sobie co tutaj się wyprawia 😉 Jak mija nam czas, co nas spotkało i jakie towarzyszyły nam uczucia. Dziennik jest relacją z podróży.
23.06.2018
W ten dzień dokładnie zaczyna się nasza podróż. Jest godzina 10:45 jak zwykle ledwo zdążyliśmy na pociąg. Kiedyś odjedzie bez nas. Kierunek Warszawa, pędzimy na spotkanie z przyjacielem. Kawa w Warsie albo się zepsuła albo zawsze była beznadziejna. Mały pasażer Jasio chyba ma czas na drzemkę ale w zamian zachęca do zabawy przechodzące obok Panie kulając samochodzik pod nogi. Uroczy mały blondynek, ja także poświęciłąm mu chwilę uwagi. Wysiedliśmy z pociągu i czym prędzej do Adiego. Adi 🙂 Przyjaciel Łukasza od ponad 20 lat, o tej barwnej postaci mógłby powstać osobny artykuł, a nawet książka 🙂 Ciepłe przywitanie jak zwykle, szybko na górę zostawić tobołki i ruszyliśmy na spacer.
Zatrzymaliśmy się w muzeum Powstania Warszawskiego. Osobiście byłam tu pierwszy raz i szczerze będę zachęcać do odwiedzania tego miejsca, od samego wejścia towarzyszy uczucie zadumy…
Wróciliśmy do naszego mieszkanka. Chłopcy jak zwykle cały wieczór wspominają, kłócą się i wyzywają z wielka pasją. Takiej przyjaźni nic nie zaszkodzi. 🙂
24.06.2018
Szybka pobudka o 5;30 dopakować się, pożegnać się z przyjaciółmi i pędem znów na ostatnią chwile na pociąg. jesteśmy już dawno w trasie. Jest 10;10 jedziemy pociągiem do Krakowa. Do wagonu rowerowego wpada jakiś jego mość załadowany podobnie jak my, jak okazało się wraca z 5 miesięcznej podróży po Afryce.
„Zdzisiu kołem się toczy” Super ciekawy człowiek, pasjonat , podróżnik. Wymieniliśmy się informacjami, trochę pogadaliśmy, panowie oczywiście gadżeciarze dyskutowali o rowerach. Pożegnaliśmy się i wypatrywałam Kraków.

Po wysiadce pokrążyliśmy po starówce i poszliśmy coś zjeść. Szamaliśmy Vegaba pod rusztowaniem chroniąc się przed deszczem. Czas troszke zleciał i podążając już na busa natrafiliśmy na rzemieślniczy folwark Świętokrzyski, gdzie ukazała nam się duuża Chorwacka flaga. Prezentował się zespół ludowy z Chorwacji.

okolo 19;00 ruszyliśmy busem z Krakowa. Noc mija spokojnie, w towarzystwie turystów, bardzo uprzejmych zresztą. Rano będziemy już w Karlovaczu.
26.06.2018
Wczoraj pokrążyliśmy po Karlovaczu. Bardzo szare miasto, może w sezonie coś się dzieje ale my trafiliśmy na Dzień Państwowości (Dan državnosti). Poszliśmy na dworzec i ok.12;30 byliśmy w Rijece. Tam też nie wiele się działo. Tego dnia ludzie mają wolne i świętują w domach.
Zwiedziliśmy miasto, zamek, kilka fotek…
Naszym zadaniem jest dostać się do Umagu więc postanowiliśmy po drodze pojechać na Hum (najmniejsze miasteczko na świecie) w głąb Istrii, stamtąd na Umag i już w dół wybrzeżem na Południe.
Dziś ruszyliśmy z Rijeki przez Opatiję. Urokliwe miasto z dużym parkiem, bogato zdobionymi starymi budynkami, dziś są one drogimi Hotelami.
Znajduję się tu również tablica pamiątkowa poświęcona Józefowi Piłsudzkiemu. Tu podobno udawał się na odpoczynek.
Od Opatiji ciągnie się piękny deptak wzdłuż wybrzeża. Poruszając się deptakiem dotarliśmy do Lovran, minęliśmy babunie dziergającą koronki.
Stąd ruszyliśmy w końcu na Hum. W górę… Resztę dnia straciliśmy na ciągnięcie roweru pod górę, tip-topem do celu. Zbliżał się zmierzch, ja już nie dawałam rady, jeszcze głód do tego, bo nie ma czasu na gotowanie, zwymiotowałam prawie z wysiłku. Postanowiliśmy rozłożyć się na budowie, w do połowy wybudowanym domu. Gdyby nie moje złe samopoczucie to na pewno bardzo bym się bała, w zamian za to mieliśmy zapierające wdech w piersiach widoki na Rijekę.
27.06.2018
Dalej w górę… Po godzinie straciliśmy zapas sił na cały dzień. W lesie na rozstaju dróg podjęliśmy jednoznacznie, że wracamy i jedziemy wybrzeżem, a Hum zobaczymy następnym razem. Bagaż jest zbyt duży i zajmuje nam to za dużo czasu. Nie mamy go aż tak wiele by poświecić tyle dni na jedno miasteczko.
Teraz najlepsze… Zjechaliśmy do miasta w 10 minut!!! Tyle godzin turlania roweru, żeby zjechać w 10 minut?! Teraz już wiemy, że na Kwarnerze nie wypuszczamy się za daleko od wybrzeża 😉
Było południe, dojechaliśmy do miasteczka Medveja, tam Łukasz zrobił pyszne danie i po wszystkim zjechaliśmy do Mošćenička Draga.
Tutaj poznaliśmy Alexa. Sympatyczny chłopak z Hiszpani podróżujący w pojedynkę z plecakiem, postanowił w dwa miesiące zwiedzić w Chorwacji jak najwięcej się da. Ile to trzeba mieć odwagi i pasji by samemu ruszyć z plecakiem, spać tam gdzie wydaje się wygodnie bez żadnego strachu i cieszyć się po prostu byciem tam.

Podążając dalej trasą, zmęczeni, brudni, pragnący kąpieli ruszyliśmy do Rabac. Na mapie była to ładna zatoka. Zjeżdżając parę kilometrów w dół (przerażeni długością zjazdu) znaleźliśmy się na campingu. Cała zatoka to kamping i hotele. Typowo turystyczne miejsce. Zawiedliśmy się bardzo. Zagubieni jeszcze, nie oswojeni z rzeczywistością załamaliśmy się. Byliśmy w turystycznej dziurze gdzie każdy kawałek kamienia do kogoś należy. Nie mieliśmy już sił wracać, zresztą do zachodu słońca została około godzina.
Utknęlibyśmy w ciemnościach na ruchliwej trasie bez pobocza. Postanowiliśmy zabulić za kemping i cieszyć się wieczorem, hulać co sił i wcześniej poświętować Łukasza urodziny, które są następnego dnia.
Wytrzymaliśmy do 22 haha 😀 taka impreza. Rowery dały nam się we znaki.
30.06.2018
Ostatnie dni były ciężkie, wydostanie się z Rabac, przewiało mi ucho tak, że nie mogłam jeść i budżet który dosyć mocno przekroczyliśmy, będzie jakoś trzeba wyrównać. Po drodze byliśmy w Labinie, miasteczko małe, bardzo sympatyczne i bogate w zabytki. Zjedliśmy tu przesadnie dobrą i dużą pizze mniom mniom.


Z Labinu postanowiliśmy autokarem pojechać do Puli. I oto jesteśmy 🙂 Porobiliśmy fotki, podziwialiśmy amfiteatr i inne zabytki. Pokłóciliśmy się z Łukaszem o jakieś bzdety, sami chyba dobrze nie wiedzieliśmy o co i z tego wszystkiego rozdzieliliśmy się, zwiedzając Pule osobno. Jakie to było głuuppie, lista zabytków i interesujących miejsc nie jest długa więc non stop natykaliśmy się na siebie no ale duma… W końcu znów się spotkaliśmy tym razem na zamku, tu emocje już opadły. Podzieliliśmy się wrażeniami i zeszliśmy już razem. Pula ma specyficzny zapach. W wąskich uliczkach czuć starość i wilgoć, ale mimo wszystko będzie mi się kojarzył dobrze.
Po południu ruszyliśmy na Kamenjak. Rewelacyjny rezerwat, trasy idealne na rowery 🙂 Nawet z naszym tobołem daliśmy radę. Ogólnie za wjazd tylko rowery nie płacą.










